Zapukałam do pokoju kuzyna. Kiedy długo nie odpowiadał, po prostu otwarłam sobie drzwi. Chłopak jeszcze spał, a przynajmniej tak mi się wydawało.
-Connorze Andrew McDouglasie! - zawołałam nieco wkurzona - Jak już nie możesz się nagadać jak to nie pasuję do rodziny, to chociaż nie pisz mi tego!
Connor uniósł powieki.
-Cóż za miłe powitanie, Montgomery - zaśmiał się i podniósł do połowy.
Wywróciłam oczami. Kuzyn był jedynym chłopakiem którego od razu traktowałam ostro i nie zamierzałam mu nic odpuścić. Przy nim podobnie jak przy bracie, się nie wstydziłam. Tylko że przy Connorze wszystkie blokady pękały, a przy Dom'ie nie.
-Wstawaj leniu, i weź się do roboty - warknęłam na czarnowłosego - Czeka nas trening. Dyrektor tak zarządził.
Connor wstał z ociąganiem i ubrał się. Ja w tym czasie zrobiłam remanent w jego książkach.
-Nie zagląda się do cudzych rzeczy - udawał obrażonego.
Po raz kolejny wywróciłam oczami.
-Czekam na korytarzu - mruknęłam i wyszłam.
Wychodząc prawie zaliczyłam bliskie spotkanie ze ścianą, bo potknęłam się o czyjąś nogę. Jednak owy "ktoś" mnie podtrzymał. Przed sobą ujrzałam jakiegoś chłopaka. Czemu to nie mogła być Dharma? Tylko jakiś chłopak? Po prostu znakomicie, gdyż zanim mój leniwy kuzyn wyjdzie to jeszcze chwila minie.
-Dziękuje - powiedziałam, a chłopak mnie puścił.
Jakiś chłopak?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz