niedziela, 16 kwietnia 2017
Od Maxine cd Connor'a
Chwilę się mu przeglądałam, starając rozpoznać jego rasę. Demon? Nie, nie był wredny. Wampir? A gdzie tam, nie zauważyłam wystających kłów. Na pewno nie był aniołem, miał ciemne włosy. Kitsune? Możliwe. A może feniks lub zmiennokształtny? Zamiast po ludzku się spytać, jak zwykle wolałam utrudnić sobie życie. Stałam więc tak i uważnie przyglądałam się chłopakowi z miną jakiegoś greckiego myśliciela.
- A tobie co?- spytał, wyjmując papierosa z ust, z których po chwili wypuścił kłąb dymu.
- Nie, nic. Po prostu staram się jakoś określić twoją rasę- odparłam melancholijnym tonem.
- Nie łatwiej spytać?- uniósł brwi kiedy na mnie patrzył.
- No cóż, mam tendencję do utrudniania sobie życia- stwierdziłam, co wywołało śmiech u Connor'a.
- A więc jak twoje wnioski?
- Wykluczyłam demona, anioła i wampira. Zastanawiam się pomiędzy feniksem, zmiennokształtnym, a kitsune- przechyliłam głowę lekko w bok.
- Strzelaj- ponownie zaciągnął się papierosem.
- Kitsune?
- Nie.
- Hmm...- zamyśliłam się- No to może zmiennokształtny?
- Bingo- uśmiechnął się.
- Co wygrałam?- zaśmiałam się.
- Wielkie... Ogromne...- trzymał mnie w napięciu, choć i tak wiedziałam co to- Nic- kąciki jego ust wygięły się w szerokim uśmiechu.
- Oj no weź. A ja się tak namęczyłam- podeszłam do niego i lekko szturchnęłam go w ramię.
- No trudno- kolejny kłąb dymu wypuścił prosto w moją twarz.
- Fuuj- cofnęłam głowę wachlując jednocześnie ręką.
- Co jest?- zaśmiał się.
- Papierosy to zło- zakaszlałam- I w dodatku okropnie śmierdzą- dodałam.
Po jeszcze kilku minutach rozmowy zdecydowaliśmy się na spacer. Wspólnie poznawaliśmy tereny akademii. Przy okazji dowiedziałam się, że będziemy w tej samej klasie, co mnie ucieszyło. Przynajmniej jego będę znała, a to dobrze mieć do kogo otworzyć usta kiedy nie zna się praktycznie nikogo. Czas mijał szybko. Nawet nie zauważyliśmy kiedy nadeszła pora obiadu. W towarzystwie Connor'a udałam się na stołówkę. Cała akademia była w nieco średniowiecznym stylu. Podczas posiłku, kiedy akurat nie strzelałam w chłopaka groszkiem z widelca, narzekałam, jak można by było to unowocześnić. Connor wtedy stwierdził, że jestem straszną jędzą. Oczywiście udałam wtedy obrażoną na cały świat i wtedy to ja dostałam groszkiem w twarz. Po skończonym obiedzie postanowiliśmy jeszcze dokładnie poznać wnętrze akademii. No bo, hej, o wiele lepiej kiedy zgubisz się z kimś niż samemu, prawda? Podczas spacerowania rozmawialiśmy na tematy jakże poważne, mianowicie o sensie naszej egzystencji tutaj i dlaczego akurat nas to spotkało. Pod wieczór, kiedy rozchodziliśmy się do pokoi, przypomniałam mu, żeby nie spóźnił się jutro. No i że będę rozglądać się za jego kuzynką, nawet jeśli kompletnie nie wiedziałam, jak wygląda. A nóż widelec, może mi się uda. Nie obyło się oczywiście bez straszenia siebie nawzajem, że jedno przyjdzie do drugiego w nocy i będzie go straszyć. Kiedy tylko przekroczyłam próg swojego pokoju, rozejrzałam się po nim. Przynajmniej one nie były urządzone po średniowiecznemu. Przebywałam już w nim od kilku dni i zdążyłam się przyzwyczaić. Po wzięciu szybkiego prysznica, usadowiłam się wygodnie w łóżku i pogrążyłam w książce. Mianowicie ,,Romeo i Julia". Dramat niemal stary jak świat, ale autor miał styl i klasę. Czekał jeszcze na mnie ,,Sen nocy letniej". Tak wciągnęłam się w historię tej dwójki, że prawie odpłynęłam z tego świata. Do rzeczywistości przywróciło mnie stukanie w okno. Odłożyłam książkę i powoli podeszłam do niego. Księżyc świecił jasno, a jego blasku i oblicza nie przysłaniała żadna głupia chmura. Nic nie było na zewnątrz, więc wzruszyłam tylko ramionami i wróciłam do łóżka. Jednak te pukanie nie dawało mi spokoju. Po godzinie, już nieco przestraszona i zdenerwowana, ale bardziej przestraszona, podeszłam do tego okna i otworzyłam je na oścież. Wychyliłam głowę żeby się rozejrzeć, a wtedy stado wron przeleciało obok mnie. Z piskiem cofnęłam się, padając tyłkiem na podłogę. Wtedy do pokoju wleciała jedna z nich. Już chciałam zacząć krzyczeć, kiedy zmieniła się w chłopaka. Mianowicie... Connor'a, którego to wszystko bawiło.
- Ty kretynie! Chciałeś, żebym tu umarła ze strachu!- złapałam pierwszą lepszą poduszkę z łóżka i rzuciłam w niego, śmiejąc się.
<Connor?>
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz