Przysiedliśmy na jakimś obalonym, zapewne przez wichurę, drzewie. Liście powoli stawały się zielone, a z gałęzi wyrastały małe pączki.
- Zróbmy sobie wycieczkę- stwierdziłam nagle.
- Niby gdzie?- spojrzał na mnie pytająco.
Rozejrzałam się po okolicy.
- Słyszałam, że niedaleko jest plaża- odparłam.
- Jest jeszcze za zimno na kąpanie się- westchnął.
- A czy ja coś wspomniałam o kąpaniu się?- uniosłam trochę brwi- No ja wiem Connor że chciałbyś mnie zobaczyć w stroju kąpielowym, ale musisz trochę poczekać- zaśmiałam się.
- C-co...!- chłopak oblał się rumieńcem.
- Wybacz, nie chciałam cię zawstydzić- zaśmiałam się.
- Wcale mnie nie zawstydziłaś!- próbował się tłumaczyć.
- No ej, ale jeśli mam być szczera, to bardzo uroczo wyglądasz jak się rumienisz- uśmiechnęłam się, szturchając go lekko w ramię.
- Przestaań- jęknął, odwracając się do mnie plecami i zakładając ręce.
- Oj no Conny nie gniewaj się. To był w końcu komplement!- położyłam głowę na jego ramieniu, ale on tylko wydął usta i patrzył gdzieś w dal.
Nagle do głowy wpadł mi iście szatański plan. Otóż zaczęłam go łaskotać. Nie spodziewałam się, że chłopak może mieć łaskotki, ale nie powiem. Ten fakt bardzo mnie ucieszył. Szybko wylądowaliśmy na ziemi. Connor śmiał się tak głośno, że było go chyba słychać z odległości pięciu kilometrów. Oczywiście próbował się bronić, przez co ja po chwili zostałam zaatakowana.
- Łaskotanie jest jak gwałt, tylko musisz się śmiać- stwierdziłam, zanim dopadła mnie fala śmiechu.
<Connor? x'D>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz