Trzeba przyznać że z odległości mogliśmy wyglądać dziwnie. No, ale to Maxine zaczęła tą walkę na łaskotki, a ja nie zamierzałem odpuścić.
-Skąd aniołom przychodzą takie pomysły do głów? - zostawiłem blondynkę w spokoju.
Potrzebowaliśmy chwili przerwy. Choćby aby złapać oddech. Może pomysł Maxine, żeby gdzieś iść, nie był taki zły? Moja kuzynka na pewno uznałaby w tej chwili, że to ja jestem głupi. Wstałem z ziemi. Nawet niespecjalnie myślałem nad tym żeby pomóc dziewczynie. Wstała sama.
-Chodź, bo naprawdę jest nudno - powiedziała.
-No idę przecież - mruknąłem.
Tym sposobem dotarliśmy na plażę. Woda w istocie była zimna, ale nie obyło się bez ochlapania Maxine, co spowodowało że ja też byłem mokry. Musieliśmy poszukać skał, bo bylibyśmy jak rogaliki w panierce z piasku (głooodna jestem) plażowego. Gadaliśmy o tym że Los Angeles stało się zbyt rozgwieżdżone przez te wszystkie gwiazdy jakie się w nim urodziły. A miało to być miasto aniołów. Potem straciliśmy poczucie czasu i prawie spóźniliśmy się na ostatni wolny trening przed lekcjami. Zresztą, nawet one minęły dość szybko. Scarlett cały czas miała minę Sherlock'a Holemes'a, co i tak wiele jej nie dało, bo zrezygnowała z dalszych dociekliwości co do Maxine. Po prostu udało mi się znaleźć kogoś z kim gadam swobodnie. Po lekcjach okazało się że Akademia potrafi człowieka wykończyć. Czyżby dali nam za dużo czasu wolnego? Chyba tak. Nikt nic nie wspominał o śpiewie! Na malarstwie poszło trochę lepiej, ale mój Pegaz chyba nie przypominał konia... Tylko świnię (w rzeczywistości lepiej maluję konie). Maxine chyba nie chciała żebym czuł się samotny ze swoim arcydziełem, gdzyż sama namalowała Strażnika Lasu, co jej nie wyszło. Wracając do pokoju, pożegnałem się z Maxine i Scarlett. Byłem do tego stopnia wykończony że zapomniałem zażądać swoich książek od kuzynki. Jakoś przeżyje. Może popracuje nad rysowaniem koni? Od razu zabrałem się do roboty. Pierwsze dwa egzemplarze przypominały samoloty. Kolejne były niczym gepardy, węże i małpy. Po dziesiątym słoniu się poddałem. Usłyszałem pukanie do drzwi. Wypadałoby otworzyć. Nacisnąłem klamkę, aby ujrzeć Maxine.
-Stęskniłaś się Maxi? - powiedziałem z słyszalną nutą sarkazmu.
-Nie, idioto. Oddaje książki od Scarlett - podała mi kilka tomów.
Zabrałem je od dziewczyny.
-Czyżby? - uniosłem brwi.
-Jezu! No przecież ci mówię że nie - zaśmiała się.
-No to idę rysować kolejne.... Eeee... Pegazy - stwierdziłem i próbowałem zamknąć drzwi w czym przeszkodziła mi blondynka - Czyli jednak?
Przewróciła oczami i po prostu weszła.
Maxine?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz