- To dobrze, przynajmniej tyle dobrego.
- Coś dobrego, w tym, że wywróciłaś się w kałużę? -Zapytał z niedowierzaniem.
- Tak -odpowiedziałam z pewnym siebie uśmiechem. - Ćwiczę pozostawanie optymistką nawet wtedy, gdy mam obity mój zduplikowany pośladek. A podobno, kiedy się człowiek śpieszy to się diabeł cieszy.
- Niepoprawna optymistka? -powiedział unosząc brwi do góry.
- Ponury świat nas potrzebuje, gdyby nie my, to kogo realiści i pesymiści brali by za wariatów? Dlatego istniejemy. A kogoś tak szurniętego jak ja, to ze świecą szukać.
- Oj chyba nie jest aż tak źle. Na stukniętą nie wyglądasz. Z wyglądu się dobrze ukrywasz. A gdzie tak pędziłaś?
- Mam misję do wykonania. Szybkie oddanie książki i powrót do uprzykrzania życia bratu. Efekty wielkiej nudy, daję się mu wykorzystywać. Zeszłam na psy -powiedziałam z udawaną powagą, na co chłopak zaśmiał się. - Do której klasy należysz? - zapytałam.
- Do B.
- W takim razie miło poznać koleżankę z klasy.
- Mi pana kolegę również. A teraz niestety muszę lecieć i w końcu oddać źródło moich boleści. Do zobaczenia.
- Cześć.
Odeszłam w stronę biblioteki odwracając się jeszcze na chwilę, aby posłać ostatni uśmiech chłopakowi.
Cameron?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz