Kiedy tylko zauważyłam dziewczynę, od razu się rozluźniłam.
-Powiedzmy że nie zdążyli nic nabroić - uniosłam jeden z kącików ust.
Connor posłał mi spojrzenie w stylu "chodźmy już", ale ja go zignorowałam i dalej stałam przy osobliwej rodzince.
-Chłopaki, nie róbcie z siebie błaznów - mrugnęła do nich.
Po chwili odeszła w stronę Akademii. Przeczesałam włosy ręką. Znowu poczułam się skrępowana.
-Jesteście najważniejsza rasą, prawda? - zapytałam - Miałam sen. Były tam dwa feniksy, a wy zmieniacie zapach co kolejne spotkanie.
Zamilkli. Wiedziałam że jak coś powiem to gadka przepadnie. Connor zapodał mi kolejnego kuksańca.
-Będę miała przez ciebie siniaki, idioto - syknęłam.
Kuzyn zdawał się mnie nie usłyszeć. Brooklyn i ten drugi chłopak wymienili spojrzenia.
-Przepraszam za tą niewyuczoną dziewuchę spod wsi - Connor wyszczerzyła zęby.
Tym razem to ja walnęłam go łokciem w żebra. Brooklyn odezwał się po chwili.
Brooklyn? Jaka będzie odpowiedź?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz