- Nie no, wcale- przewróciłam oczami.
Posiedzieliśmy tam jeszcze kilka minut podziwiając widoki, a potem zeszliśmy na dół. Dodatkowo udało mi się go namówić na mały spacer do wodospadu. Uwielbiałam dźwięk spadającej wody. Magicznie sprawiał, że stawałam się spokojniejsza. Kucnęłam przy brzegu, a Connor gdzieś dalej i zapalił papierosa. Nie chciało mi się już truć mu o tym, że palenie wśród drzew może być niebezpieczne. Ta nieco zmącona tafla niemal mnie hipnotyzowała, nie potrafiłam oderwać oczu. Nagle gdzieś dalej w wodzie dostrzegłam błysk. Tam musiało coś być. Co by inaczej błysnęło mi przed oczami? Bez słowa podniosłam się i zaczęłam wchodzić do wody.
- Maxie, co ty robisz? Wychodź. Woda jest zimna, przeziębisz się- mruknął, ale jakoś szczególnie mnie to nie ruszyło.
- Connor, tam coś jest- powiedziałam, dalej maszerując.
- Zdaje ci się, wychodź- czułam jego lekką frustrację.
Woda zaczynała mi sięgać kolan, pasa. Im bardziej byłam na środku, tym była wyżej. Wtedy jakoś nie zwracałam uwagi na chłodną wodę, aczkolwiek czułam ją. Owe coś było na wyciągnięcie ręki. Już miałam to złapać, prawie to miałam… I wtedy bum. Czułam, jak ucieka mi grunt pod nogami. Zaczęłam tonąć. Wspomniałam, że nie umiem pływać? Nie? No to teraz jest dobry moment, żeby to powiedzieć. Resztka złapanego powietrza starczyła mi ledwo na sekundę. Czułam, jak woda wdziera się do moich ust i wypełnia płuca. A potem ciemność. Pamiętałam ostatni obraz przed utratą przytomności. Otchłań wody, która mnie do siebie przyciąga. No i ostatecznie pustka. Obudziłam się po nieokreślonej liczbie czasu. Było zimno. Najpierw wszystko widziałam i słyszałam jak przez mgłę, ale z czasem wszystko stawało się ostrzejsze. Pierwsze co zobaczyłam, to twarz chłopaka nade mną.
- Chryste, Max! Nigdy więcej nie waż się mnie tak straszyć!- widać było że czuje ulgę- Jeszcze raz tak zrobisz, a to ja cię zabiję- odetchnął głęboko.
- Przepraszam, ja… Naprawdę myślałam że coś tam jest- wydukałam.
- Może coś ci się przewidziało- wytłumaczył.
- Pewnie tak- wyszeptałam.
Było mi naprawdę głupio. Najchętniej zapadłabym się pod ziemię. Spróbowałam wstać, ale nogi miałam jak z waty. Connor pomógł mi wstać i pomimo moich zapewnień, że wszystko jest już w porządku, podtrzymywał mnie całą drogę do akademii.
<Connor?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz