czwartek, 20 kwietnia 2017

Od Lany

Tydzień. Okrągły tydzień od dołączenia do grona uczniów Academy of Extraordinary People właśnie mijał, a ja wciąż byłam równie przerażona całą tą anormalnością, jak w mój pierwszy dzień spędzony tutaj. Właśnie jadłam śniadanie w jadalni, razem z innymi podopieczni akademii.
Pospiesznie pochłonęłam swoją porcję płatków z mlekiem, siedząc samotnie przy niewielkim stole. Chwyciłam oburącz tacę i ruszyłam w kierunku zwrotu naczyń, gdy pewien uczeń, najwyraźniej nie patrząc przed siebie, uderzył prosto we mnie, w efekcie czego straciłam równowagę i padłam na ziemię, a wraz ze mną cała obfita zawartość tacy nieznajomej osoby. Wszystkie rozmowy natychmiast ucichły, a już po chwili całą salę wypełnił gwarny śmiech zebranych. Poczułam, że dygoczę ze złości i upokorzenia. Poczerwieniałam pod pomidorem przykrywającym moją twarz. Prawie do mnie nie docierały pospieszne przeprosiny osoby, która mnie popchnęła. Czułam, że moim ciałem wstrząsa dreszcz i już wiedziałam, że nie będę w stanie zapanować nad przemianą - zdarzało mi się to zawsze pod wpływem emocji. W ułamku sekundy moje ciało porosło futro, kończyny zmieniły swój kształt, a umysł przestawił się na kierujący się instynktem. Widziałam niepewne wyrazy twarzy uczniów, ale teraz liczyło się tylko jedno - ofiara, którą moja wilcza postać natychmiast uchwyciła: ów nieszczęśnik, który przypadkowo mnie potrącił. Gdybym myślała w tej chwili trzeźwo, wiedziałabym, że to, co robię, jest głupie. Odepchnęłam swoje leżące w strzępach ubrania tylną łapą i utkwiłam oczy w potencjalnym przeciwniku. Nieszczęśnik cofnął się, niepewny, czy powinien się bronić, czy czekać na interwencję kogoś z zewnątrz.
Cofnęłam się, nabierając rozpędu, i skoczyłam. Przygotowałam się na zderzenie z ofiarą, gdy nagle zostałam w powietrzu zepchnięta na bok. Upadłam na ziemię, warcząc zawzięcie. Chciałam szybko się podnieść, ale ów siła, która zepchnęła mnie na bok, zablokowała mi drogę. Spojrzałam na nią. Rozpoznałam jedną z nauczycielek, walkirię. Zaczęłam się uspokajać. Powoli docierało do mnie, co przed chwilą się stało: znów nie zapanowałam nad swoimi emocjami, przemieniając się w wilka i omal nie próbując zabić ucznia. Przeszkodziła mi interwencja nauczycielki. Odetchnęłam głęboko, czując okropny wstyd. Chwilę później przemieniłam się w człowieka. Bogu dzięki, wszyscy uczniowie zostali najwyraźniej odesłani z sali. Nauczycielka bez słowa podała mi ubranie, które pospiesznie na siebie naciągnęłam.
-Chodź, Lana - powiedziała w końcu, wzdychając.
Posłusznie udałam się za nią, czując narastający niepokój. Jak się spodziewałam, prowadziła mnie do gabinetu dyrektora.
Był to obszerny pokój, urządzony w średniowiecznym stylu. Oprócz dyrektora zobaczyłam tam dziewczynę. Wzdrygnęłam się, kiedy dotarło do mnie, że to właśnie ta, którą przed chwilą nieudolnie usiłowałam zaatakować.
-Przepraszam - bąknęłam do niej.
Ku mojemu zdumieniu, uśmiechnęła się, jakby całkiem normalne było dla niej bycie atakowanym przez niedoświadczonego wilkołaka.
-Usiądź - odezwał się dyrektor.
Posłusznie wykonałam polecenie.
-To już dziewiąty raz tracisz nad sobą kontrolę, odkąd się tu pojawiłaś, panno Duncan - westchnął. - I to licząc jedynie czas spędzony w jadalni. Obawiam się, że trafiliśmy na wyjątkowo trudny przypadek.
Przełknęłam ślinę. Nie odezwałam się, nie ufając na tyle swojemu zdenerwowanemu głosowi.
-Razem z innymi nauczycielami wpadliśmy jednak na pewien pomysł... - zaczął, zerkając niepewnie na siedzącą obok mnie śliczną dziewczynę. - Otóż zastanawiamy się, czy panna Black nie mogłaby czasem udzielić naszemu "trudnemu przypadkowi" małych korepetycji z panowania nad emocjami.
Najwyraźniej czekał na zgodę dziewczyny. Rzuciłam jej niepewne spojrzenie, również czekając na werdykt.

<Anastazja? I jaka decyzja?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz