Usłyszawszy pytanie, które padło z ust Castiel'a, zaczerwieniłam się jak zachodzące słońce. Szybko upuściłam głowę, żeby nie zobaczył stanu mojej twarzy. Już i tak czułam się przy nim jak wyjątkowo brzydka świnia u boku majestatycznego lwa.
-Trenowałam - wybąkałam, odpowiadając na pytanie.
-Trenowałaś? - zaciekawił się. -Jaką konkretnie dyscyplinę?
Domyśliłam się, że chodziło mu o sport, więc szybko wyjaśniłam:
-Miałam na myśli... No wiesz, przemianę w wilkołaka. Nie jestem fanką sportów.
Spodziewałam się, że mnie wyśmieje. Tak by zrobiła większość osób, wiedząc, że trenowanie przemiany na zawołanie jest bezsensu, kiedy nie potrafi się nawet zapanować nad metamorfozą pod wpływem silnych emocji.
Mężczyzna zamyślił się przez chwilę.
-Źle się do tego zabierasz.
Uparcie spoglądałam na swoje buty. Spodziewałam się, że zaraz usłyszę oczekiwaną reprymendę. "Najpierw opanuj podstawy, dopiero później zabierz się za coś trudniejszego".
On jednak powiedział coś, co zupełnie wytrąciło mnie z równowagi.
-Słyszałem, że sprawność fizyczna ułatwia przemianę. Dlatego powinnaś zainteresować się sportem.
Podniosłam głowę, zapominając, że wyglądam jak pomidor, i przyjrzałam mu się z zaciekawieniem. Nie byłam pewna, czy się ze mnie nie nabija. Nie znałam się na tych wszystkich nadprzyrodzonych sprawach.
-Naprawdę? - zapytałam, starając się brzmieć beztrosko.
-Nie - uśmiechnął się. - Ale to nie zmienia faktu, że sprawność fizyczna bardzo się przydaje.
Pokręciłam głową.
-Sport to w moim przypadku nie najlepszy pomysł.
-Mówisz tak, bo nawet nie spróbowałaś.
-Nie... To naprawdę zły pomysł. Jestem... Hm, no cóż, delikatnie mówiąc, niezdarą - powiedziałam z zakłopotaniem, ponownie wbijając wzrok w swoje stopy.
-Nie przesadzaj. Na pewno nie jest tak źle.
Jak na zawołanie, kubek wypadł mi z ręki. Rozbił się, a ja zostałam polana wrzątkiem. Syknęłam.
-Widzisz? - wyjąkałam, krzywiąc się.
Castiel szybko wstał i podał mi ręcznik. Wytarłam się.
-Na pewno znajdziesz sport, w którym dziurawe ręce nie odgrywają roli - zachichotał.
-A dwie lewe nogi? - westchnęłam.
-Hm... Coś się znajdzie. Przecież musisz być w czymś dobra. Może sprint? Jest szansa, że nie zdążysz się przewrócić w ciągu kilkuset metrów.
Zamyśliłam się.
-Może jest, ale znikoma. - Uśmiechnęłam się szeroko. Cała ta rozmowa coraz bardziej mi się podobała. Uznałam nawet, że to dobrze, iż wpadłam do tej fontanny.
-A jazda konna? - podsunął.
-Koń pewnie wyczułby mój wilczy zapach i uciekł ze mną na grzbiecie - zaprotestowałam natychmiast.
-To może motory? Osobiście jestem fanem - powiedział.
Wyobraziłam sobie siebie na jednośladzie, zapakowaną w czarny kombinezon motocyklisty. Wybuchłam śmiechem.
-Chciałabym to zobaczyć - parsknęłam.
<Castiel? Wybacz długość :c >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz