wtorek, 18 kwietnia 2017

Od Connor'a CD Maxine

-Boże, Maxine, ile ty ważysz? - wydusiłem, bo dziewczyna była naprawdę ciężka. 
Przybrała niewinny wyraz twarzy.
-Prawie nic - wzruszyła ramionami.
-Ja myślę że tak z tonę spokojnie - po wielu nieudanych próbach, w końcu zrzuciłem blondynkę i odwinąłem kołdrę. 
Nie było zimno. No może nie aż tak żeby wyglądać jak butelka wina na przelot samolotem. Nie wiem czemu zgodziłem się zostać. Może potrzebowałem towarzystwa, a może raczej drugiej osoby, żeby nie było tak nieprzyjemnie. Samotność to coś okropnego. Nigdy się z nią nie pogodzę, choćby oferowali mi wakacje na Karaibach. Maxine skorzystała z okazji i szybko zabrała swoją część kołdry. Przez krótką chwilę przyglądałem się dziewczynie gdy ta kładła się bokiem do mnie i twarzą do okna. Pamiętam jak kiedyś pilnowałem żeby Nadia nie spadła podczas snu. Często nawiedzały ją koszmary które ciężko wytłumaczyć nawet po tylu latach. Mimo to, moja siostra nie okazała magicznych zdolności. Postanowiłem ponownie zasnąć. 
***
Kiedy się obudziłem, Maxine już nie było. Za to zastałem otwarte okno. Widocznie gdzieś poleciała. Na palcach pomknąłem do swojego pokoju, i cudem ominąłem kilka uczennic. Tam się przebrałem. Niewiele czasu zostało do śniadania. Postanowiłem już iść na jadalnie. Pod drzwiami stało kilkoro uczniów, rozgadanych, śmiejących się. Kiedy otwarli drzwi, tłumek wślizgnął się do środka i ustawił w kolejkę. Poczułem szturchnięcie.
-Dzięki za zajęcie mi miejsca, McDouglas - Scarlett mrugnęła do mnie porozumiewawczo. 
-No wiesz co... Tak się wpychać? - poczochrałem ją.
Przewróciła oczami i popatrzyła na mnie wyczekując jakby dalszej rozmowy.
-Gdzie wczoraj byłeś? Nie mogłam cię znaleźć - zmarszczyła brwi.
Moja głowa pracowała na najwyższych obrotach. Co powiedzieć tej walkirii? I tak się skapnie jak przeczyta mi w myślach, więc co mam robić? Nagle zjawiło się wybawienie. Okazało się że Maxine już odebrała śniadanie, a teraz podeszła do kolejki by się z nami przywitać. 
-Hej - uśmiechnęła się blado. 
Odparłem skinieniem głowy. Dziś nie byłem w nastroju na rozmowy przy kuzynce, która ma tyle mocy w sobie. Lekcje minęły naprawdę szybko. Albo po prostu nie słuchałem żadnego z nauczycieli. Zadano nam kilka zadań, ale nie było mi spieszno do odrabiania ich teraz. Wyszłem na świeże powietrze i pod postacią konia, udałem się w górskie szczyty. Jakaś dziewczyna uznała mnie za prawdziwego konia i poklepała po szyi, ale postanowiłem jej wybaczyć ten gest. Na szczycie małej góry, zmieniłem postać na ludzką i po prostu usiadłem. Ciszę przerwał mi głos Maxine. 
-To tu się ukrywasz spryciarzu - usiadła obok.
-Skàdże by.
Maxine?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz