sobota, 15 kwietnia 2017

Od Allijay do Brooklyna


Nie mogłam odrzucić zaproszenia na śniadanie z racji tego, że mój rządek zaczynał trawić sam siebie. Skierowaliśmy się do budynku szkoły. Chłopak opowiadał mi co nie co o szkole i pokazywał gdzie co jest. Był też zmuszony do odpowiadania na moje niedorzeczne pytania, no cóż mnie bardziej interesują autorzy obrazów wiszących na ścianach niż najlepsze kible w akademii, chociaż o te też zapytałam, w końcu nie byłabym sobą gdybym tego nie zrobiła. Doszliśmy w końcu na stołówkę, która była jakoś trzy razy taka jak moje mieszkanie, boże ile tu musi być jedzenia, chyba się jednak przekonam do tego miejsca. 
Weszliśmy do środka. Szwedzki stół. Miałam tyle dobroci do wyboru, palce lizać. Skończyłam z dwoma tostami, rogalikiem i kanapką z nutellą na talerzu. O boże, a co jeśli weźmie mnie za grubaskę? No cóż. Jedzenie kocham bardziej. Usiedliśmy do stolika. Już miałam zabierać się do jedzenia, kiedy nagle...A psik! I zamiast mnie pojawił się opos. Tak, nie żartuję. Chłopak zaczął się śmiać. 
-Oposy chyba nie mogą czekolady, więc się poczęstuję - powiedział i zwędził mi kanapkę. O tak się nie będziemy bawić. Wskoczyłam na stół i złapałam zębami co moje. Brooklyn puścił bułkę tylko dlatego, że nie mógł oddychać ze śmiechu. 
-Bardzo śmieszne - odparłam kiedy udało mi się wrócić do ludzkiej postaci.
-Jak zamieniasz się z powrotem w człowieka to zostają ci jeszcze przez jakiś czas nawyki zwierzęce? No wiesz, czy mogłabyś na przykład paść teraz i udawać martwą? 
-O tak? - i zsunęłam się z krzesła. 
Chłopak wstał od stołu i spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
-Nie zdarza mi się, a co ? - zaśmiałam się podnosząc się z podłogi.
-Ciekawość. - wzruszył ramionami. 
Najedzeni i pełni energii wyszliśmy na korytarz.
-To gdzie teraz panie przewodniku? 

<Brooklyn?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz