Zasrane słońce znowu obudziło mnie przed ósmą. Nie dadzą się wyspać. Na co komu dzień. Ah no tak, bez dnia nie ma światła, bez światła nie ma fotosyntezy i wszyscy byśmy poumierali. Zirytowana i nie wyspana, bo przecież nie położyłam się wcześniej żeby się wyspać, po co, poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Świetnie więcej pryszczy na twarzy. To była pierwsza noc w tej akademii, do której w cale nie musiałam iść, w końcu mam już 18 lat, ale chciałabym nie zmieniać się losowo w zwierzęta chociażby kiedy sobie spokojnie siusiam. Wyobrażacie to sobie? Ta roztrzaskana porcelana wbijająca się w tyłek bo nagle stajecie się słoniem? Nie polecam.
Dziś miałam wolne, dzięki bogu. Postanowiłam rozejrzeć się co nie co po całej szkole i okolicy żeby się nie zgubić w dniu zajęć. Ogarnięta do stanu używalności wyszłam z pokoju i ruszyłam korytarzem w stronę schodów. Wycieczkę zaczęłam od ogrodu. To zdecydowanie moje miejsce numer jeden w tym zakichanym więzieniu. Przechadzając się między roślinami wpadłam na genialny pomysł obejrzenia wszystkiego z lotu ptaka. Uwaga Jay skup się. Orzeł. Kruk. Wróbel. Cokolwiek co ma skrzydła. Puf!
Kur.wa. Flaming. Stoję sobie, cała w piórach, cała różowa. A tutaj przechodzi chłopak. Całkiem ładny. Idzie i nagle się zatrzymuje. Oho chyba mnie zauważył. Kto by nie zauważył flaminga. Stoję nieruchomo, a on rozgląda się na boki. Uwaga wracamy do ludzkiej formy, nie schrzań tego. Raz, dwa, trzy! Ufff Allijay wróciła.
-No hej - uśmiechnęłam się - Jestem Jay.
Brooklyn?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz