piątek, 14 kwietnia 2017

Od Allijay do Brooklyna

Zasrane słońce znowu obudziło mnie przed ósmą. Nie dadzą się wyspać. Na co komu dzień. Ah no tak, bez dnia nie ma światła, bez światła nie ma fotosyntezy i wszyscy byśmy poumierali. Zirytowana i nie wyspana, bo przecież nie położyłam się wcześniej żeby się wyspać, po co, poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Świetnie więcej pryszczy na twarzy. To była pierwsza noc w tej akademii, do której w cale nie musiałam iść, w końcu mam już 18 lat, ale chciałabym nie zmieniać się losowo w zwierzęta chociażby kiedy sobie spokojnie siusiam. Wyobrażacie to sobie? Ta roztrzaskana porcelana wbijająca się w tyłek bo nagle stajecie się słoniem? Nie polecam.
Dziś miałam wolne, dzięki bogu. Postanowiłam rozejrzeć się co nie co po całej szkole i okolicy żeby się nie zgubić w dniu zajęć. Ogarnięta do stanu używalności wyszłam z pokoju i ruszyłam korytarzem w stronę schodów. Wycieczkę zaczęłam od ogrodu. To zdecydowanie moje miejsce numer jeden w tym zakichanym więzieniu. Przechadzając się między roślinami wpadłam na genialny pomysł obejrzenia wszystkiego z lotu ptaka. Uwaga Jay skup się. Orzeł. Kruk. Wróbel. Cokolwiek co ma skrzydła. Puf!
Kur.wa. Flaming. Stoję sobie, cała w piórach, cała różowa. A tutaj przechodzi chłopak. Całkiem ładny. Idzie i nagle się zatrzymuje. Oho chyba mnie zauważył. Kto by nie zauważył flaminga. Stoję nieruchomo, a on rozgląda się na boki. Uwaga wracamy do ludzkiej formy, nie schrzań tego. Raz, dwa, trzy! Ufff Allijay wróciła.
-No hej - uśmiechnęłam się - Jestem Jay.

Brooklyn?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz